MILCZENIE, KTÓRE MÓWI WIĘCEJ NIŻ SŁOWA

W Ewangelii są takie momenty, które zawsze mnie zatrzymują. Nie dlatego, że padają w nich wielkie słowa. Właśnie przeciwnie – dlatego, że Jezus milczy.

Milczy przed Piłatem. Milczy wobec oskarżeń. Milczy wtedy, gdy mógłby się bronić, tłumaczyć, udowadniać swoją niewinność. Przecież miał rację. Miał prawdę po swojej stronie. Mógł jednym słowem uciszyć tłum. A jednak wybiera ciszę.

To milczenie bardzo mnie porusza. Bo pokazuje, że nie każda prawda musi być wykrzyczana. Nie każda niesprawiedliwość wymaga natychmiastowej odpowiedzi. Nie każda obrona siebie jest konieczna. Milczenie Jezusa nie było słabością. Było siłą. Było zaufaniem Ojcu.

W świecie, w którym tak bardzo chcemy mieć ostatnie słowo, tak łatwo wchodzimy w spory, tłumaczymy się, bronimy, reagujemy impulsywnie – milczenie Jezusa jest jak wyrzut sumienia. Uczy, że czasem większą moc ma cisza niż argumenty. Że prawda nie przestaje być prawdą, nawet jeśli jej nie bronimy.

Wielki Post zaprasza mnie do spojrzenia na własne słowa. Jak często odpowiadam zbyt szybko? Jak często chcę postawić na swoim? Jak trudno jest mi zamilknąć, gdy czuję się niezrozumiana?

Milczenie Jezusa mówi mi jeszcze coś więcej – że On przyjął niesprawiedliwość nie dlatego, że była słuszna, ale dlatego,
że widział dalej. Widział sens, którego inni nie rozumieli. Wiedział, że Jego droga prowadzi przez krzyż do zmartwychwstania.

Może więc w tym Wielkim Poście warto zapytać siebie: Czy potrafię czasem zamilknąć? Czy umiem powierzyć swoją rację Bogu? Czy moje milczenie jest ucieczką, czy zaufaniem?

Bo milczenie Jezusa nie było pustką. Było Miłością, która nie potrzebowała słów.


Emilia

do góry